RSS
wtorek, 27 czerwca 2006
UFO na Łomżą.....

UFO NAD ŁOMŻĄ
Rosyjska rakieta spadła z nieba na samochód. Policjanci szukają tego, kto ją wystrzelił.
A część mieszkańców już podejrzewa kosmitów.
W sobotę kilka minut po godz 9 rozległ się głośny świst.
Po kilku sekundach mieszkańcy Łomży usłyszeli uderzenie.
Coś spadło na białego nissana primerę zaparkowanego na jednym z osiedli.
Siła uderzenia była tak duża, że to „coś" przebiło przednią szybę samochodu,
deskę rozdzielczą, a nawet wpadło do silnika auta.
Mieszkańcy od razu zaczęli spekulować, co to może być i skąd się wzięło.
-To leciało tak szybko, że musiało spaść z bardzo wysoka.
To pewnie coś z innej planety - mówi z powagą pan Jan, jeden ze świadków zdarzenia.
 Łomżyńscy policjanci takiej historii nie dawali wiary.
Ogladając trafiony samochód, mówili, że to "coś" spadło z przelatującego samolotu.
 Wątpliwości rozwiali dopiero przybyli na miejsce saperzy z jednostki wojskowej w Orzyszu:
- To rakieta, i to radziecka, z połowy XX wieku - zawyrokowali.
Wojskowi eksperci ocenili miedzy innymi kąt wbicia się przedmiotu w samochód
i linię jego lotu, którą udało im się w pewnej mierze odtworzyć.
I nie ma wątpliwości - na pojazd spadł fragment pocisku rakietowego
-mówi Krzysztof Leoń-czak, rzecznik łomżyńskiej policji.
Pocisk ma ok. 15 cm średnicy i ponad 50 cm długości.
Teraz policjanci sprawdzają, kto go wystrzelił.
Wszystko wskazuje na to, że ktoś przeprowadzał militarny eksperyment.
- Być może sprawca zamieszania wcześniej znalazł przypadkiem rakietę i postanowił ją odpalić - przypuszcza Leończak.
Ale świadkowie zdarzenia trwają przy swoim.
 - To musi pochodzić z kosmosu.
 Takich rakiet nie znajduje się przecież na ulicy - przekonuje pan Jan.

Metropol
Rakietowy zamach na auto
Na samochód osobowy w Łomży spadła radziecka rakieta z czasów II wojny światowej.
Najprawdopodobniej była to katiusza.
Pocisk, który w sobotę „zakończył" żywot samochodu zaparkowanego na osiedlowej uliczce w Łomży, przebił się przez szybę i utknął w desce rozdzielczej. Miał on około 15 cm szerokości i 50 cm długości. Identyfikację typu broni ułatwiły rosyjskojęzyczne napisy.
- Ktoś nieodpowiedzialny musiał odpalić ten pocisk z odległości kilku km; pocisk spadł, gdy wyczerpało się wewnątrz paliwo. To szczęście, że nie doszło do większej tragedii - skomentował rzecznik łom-
żyńskiej policji Krzysztof Leończak.
Według doniesień mieszkańców osiedla, świst lecącego pocisku był słyszalny w odległości 2 km. Rakieta przeleciała nad kilkoma blokami i trafiła w auto.
Policja natychmiast rozpoczęła dochodzenie w tej sprawie, ale do tej pory nie ustalono, kto wystrzelił pocisk - podało radio RMF. Także Żandarmeria Wojskowa przeprowadzi swoje postępowanie. W sobotę do późnych godzin wieczornych przedmiot badali saperzy, którzy zabrali go do jednostki w Orzyszu.
Wcześniej podawano, że na samochód spadł silnik rakiety. Jednak z informacji uzyskanych przez PAP wynika, że była to część nośna pocisku.

Bardzo ciekawe.....zardzewiałe silniki "same latają"....

20:50, waha123
Link Komentarze (1) »
czwartek, 22 czerwca 2006
Zapraszam....

Zapraszam na http://www.forummaya.com/viewforum.php?f=26&sid=0082e075c8f9ed6e0f045bf6f35b08f2 i na http://totalizm.blox.pl/html

Tu było i aktualnie jest bardzo ciekawie...Prosze czytajcie dokładnie...

17:55, waha123
Link Dodaj komentarz »
"Tornada" w Polsce

Tak mnie coś "tknęło" i sobie myślę.....
W 170 kinie-zardzewiały silnik "katiuszy" szybował nad Łomżą.....
170 kin to Biały Magnetyczny Pies a
30 kin(Chorzów) to Biały Samoistny Pies czyli mamy "białą rodzinę psów"
170-30=140!!!! Nikt nie wie, tzn ludzie jeszcze nie wiedzą, co oznacza 140?
A wczoraj był 174 kin Biały Wiodący Wedrowiec. I co nas spotkało? Tornada? CZY KIEDYKOLWIEK W POLSCE BYŁY TAKIE STRASZNE TORNADA http://huragany.konto.pl/ Klimat sie zmienił? Znowu "Matka Ziemia" ukarała swoje dzieci? To teraz:
174-30=144
Skąd to znamy, ano czy przypadkiem nie jest to "fraktalik" od 144000?
Popatrzmy:
144000 "=" 144
144x13=1872 no to znamy, gdyż
144000x13=1872000
Dodajmy do tego aktualną  14 falę PSA
14 "=" 666
Ale jeszcze nie zapomnijmy o 174 kinie, tylko spójrzmy na niego w pewien sposób:
1 i 74 bo
666 ma 12 dzielników: { 1, 2, 3, 6, 9, 18, 37, 74, 111, 222, 333, 666}.
74 jest 8 dzielnikiem a kin 174 był 5 dniem 14 fali czyli
8+5=13
W takim razie pytanie...Co nas czeka w 178 kinie 25.06.06 (9 dzień fali) i w 182 kinie 13-tym dniu 14 "=" 666 fali PSA?
 Ale jutro jest 176 kin do tego ,żółty.
Popatrzmy na to tak:
1 i 76 a 76/19=4 a
666 jest 76. liczbą palindromiczną a także sumą dwóch kolejnych palindromicznych liczb pierwszych...

Liczba palindromiczna - jest to taka liczba, która po odczytaniu zarówno od lewej, jak i prawej strony daje tę samą wartość. Np. 7, 121, 666, 546645.

WASZA WOLNA WOLA...!!!
WSZYSTKO BEDZIE POLICZONE...!!!!!

17:42, waha123
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 czerwca 2006
Spokój i miłość, czy rozproszenie?

Ktoś pieknie napisał... http://www.forummaya.com/viewtopic.php?t=185 Dam to tu, bo też tak myślę.... Swoja drogą, zwróćcie uwagę, jak głęboko są zakonspirowani Ci, co się boją. Próbują wszystkiego...Może się ktoś przylepi. I nawet wśród ludzi, którzy przecież myślą, zbiera żniwo. Skłóca ich. Oni tego na razie nie widzą...Do CZASU.....

FORUM weszło w polemikę duchową :) i mamy widzialne konsekwencje.
(PISZE O TYM NIE ABY OCENIAĆ, ALE ABY ODSZUKAC RZECZYWISTA NAUKĘ W DOŚWIADCZENIACH).

W całej dyskusji na temat kalendarza, że nie chodzi w istocie, na którą szale przeważy argumentacja. Chodzi o to bardziej, że uczestnicy takich polemik wytracają swoją energię. Podczas gdy najważaniejszym zadaniem jest podnoszenie pola wibracji osobistej oraz ziemi. Wszystko poza tym, jest ukrytym działaniem iluzji, chocby w najświetszym przekonaniu, że walczymy o jakąś prawdę.

Ostatecznie pomocnym jest pamietać, że to my WSZYSTKO STWARZAMY swoim umysłem i energią.
Jakość tego TWORZENIA ma zasadnicze znaczenie.

Wszystkie autorytety są również złudzeniem, ponieważ nikt za nikogo nie odnajdzie osobistej relacji z jego własnym przebudzeniem.
Można szukać inspiracji i nauk, jednak bez ich własnego sprawdzenia, donikąd ponownie nas to zawiedzie.

Tak samo to forum również stwarzamy.

Zatem zastanówmy się, jakim wibracjom oddajemy swoją uwagę, której zasadą jest przecież TWORZENIE.

Co jest rezultatem? spokój i miłość - czy rozproszenie?

Nie mamy dużo czasu, choć istnieje wieczność, dlatego kluczowym jest wybór, tego co z naszej energii budujemy, w jakie pola się angażujemy...
mamy poza tym trochę pracy i obowiązków na ziemi, dlatego bądźmy świadomi, na co przeznaczamy nasze cenne przejawienie.

Pozdrawiam i życzę wszystkim miłości, gdyż to jedyna zasada stwórcza, z niej wszystko pochodzi. Wszystko, co chciałoby przykryć tę prawdę poprzez gry iluzji i pozorów, działa po to, aby marnotrawić nasz cenny czas. W HIMALAJACH NAZYWAJĄ TĄ SIŁĘ PANEM ŚMIERCI. Dlatego ŚWIADOMOŚĆ SIEBIE we wszystkim jest niezwykłą ochroną.

Osobiście uważam, że piekne teksty trzeba kopiować.....

18:24, waha123
Link Komentarze (2) »
czwartek, 08 czerwca 2006
Cenzor-agent

No proszę, 5 czerwca 2006 we wpisie "Kalendarz Majów cz. I" napisałem, że coś się zaczyna dziać.....No i masz babo placek... http://www.forummaya.com/viewtopic.php?t=187  Wiem, że kalendarz jest kluczem "do działań" i nie wszystkim się to podoba, że to wiemy. Bedą to próbować zniszczyć....Do CZASU...A jakie mają sztuczki?

Pozwole sobie znowu przytoczyć z http://www.maya.net.pl/ 

Dlaczego kalendarz Majów a nie Dreamspell

Temat: DLACZEGO KALENDARZ MAJÓW A NIE DREAMSPELL

Chciałabym bardzo podziękować Pani za Wydawnictwo, szerzoną wiedzę i przede wszystkim za postawę wobec świata i ludzi – dającą wolność wyborów. Na fali ostatnich wydarzeń związanych z Forum i zamieszaniem wprowadzonym na nie przez Konrada, chciałabym się zapytać, czy nie miałoby sensu, nazywanie systemu przybliżanego przez Pulsar, a wydobytego na świat przez Argüllesa, nie Kalendarzem Majów, a Dreamspell? Kalendarz Majów funkcjonował przed ponad 2000 lat, a to, czym posługujemy się w pracy na co dzień dziś (pracując z przewodnikami Pulsara) to wizjonerskie dzieło Argüllesa? O ile dobrze zrozumiałam. Może to rozróżnienie sprawi, ze unikniemy równie idiotycznych zarzutów, jak te stawiane przez Callemana i konradopodobnych?... Wiem, że prawda broni się sama.

Jeśli chodzi o nazwy, kalendarz Majów czy Dreamspell, o tym przesądzili redaktorzy i konsultanci językoznawcy. Szkoda, że nie posłuchałam intuicji i nie użyłam nazwy maja-kalendarz. W literaturze polskiej należy unikać obcej terminologii, co w sferze kosmologii Majów jest niezwykle trudne. Natomiast w książce "Czas i technosfera" pojęcia Dreamspell nie sposób było uniknąć.

Nam zależy na propagowaniu wiedzy płynącej z kosmologii Majów, a nie samego ich kalendarza. Aby wykluczyć wszelkie nieporozumienia, w pierwszej wydanej przez nas książce "Przewodnik" (2001 r.), wyjaśniliśmy, co to jest Dreamspell (zob. str. 32), na czym polega interpretacja znaków zapisanych w Tzolkin, Świętym Kalendarzu Majów i skąd wzięła się polska interpretacja kalendarza.

Poza tym, aby nie zmylić czytelników, zatytułowaliśmy ten cykl "Ja jestem innym Ty", a cykl popularnonaukowy "Śladem Mistrzów Czasu". Dalej, jeśli powołujemy się na rdzenny kalendarz Majów, używamy nazwy Święty Kalendarz Majów, pisany wielkimi literami.

Następna sprawa:
zarówno Calleman (zajmujący się Majami od 1994 r.), jak i Argüelles (zajmujący się Majami od 1954 r.), współpracują ze starszyzną Majów. Jak widać, nawet wśród starszyzny nie ma spójności, choć każda z nich uważa się za prawowitego stróża starożytnej wiedzy przodków. To też nie jest do końca prawdą. To nie była wiedza Majów, lecz wiedza zakodowana w ich kulturze przez inkarnowane tam wysokie świadomości kosmiczne. Patrząc z tej perspektywy, Święty Kalendarz Majów nie jest dosłownym dziełem Majów, lecz uniwersalną biblioteką Wszechświata, a więc wspólnym dobrem ludzkości. Nikt nie powinien uzurpować sobie wyłączności do tej wiedzy i nazwy kalendarz Majów. Pamiętajmy, że słowo maja (maya), moment pojawienia się źródła, znane było we wszystkich kulturach. Dlaczego nikt się o to nie kłóci?

Nie wiem, czy C.J. Calleman nie potrafił czy też nie chciał udzielić odpowiedzi na pytanie red. Marka Rymuszko o determinanty historyczne. Pytanie było proste: dlaczego tak wielka wiedza wyszła z tak krwawej kultury? Natomiast Argüelles poświęcił temu zagadnieniu wiele rozdziałów w swoich książkach.

Dalej:
czy jest coś niewłaściwego w wersji kalendarza Majów propagowanej przez Argüellesa, Kössnera, Berchtolda czy Pulsar? Czy nie jest czasem tak, że ktoś kwestionuje nazwy, by przyćmić inną, uniwersalną prawdę? Ja odnoszę się z szacunkiem do wszystkich prawd, chętnie je poznaję, wyciągam odpowiednie wnioski, ale ufam tylko własnej, czyli temu, co do mnie przemawia, a nie temu, co jest aktualnie modne.
Nie widzę więc podstaw, by nagle zmieniać słownictwo. Prawa uniwersalne dotyczą wszystkich. Szacunek i tolerancja dla każdej inności to ich części składowe.

Aby zachować czystość przesłań starych filozofii, w tym także kalendarza Majów, zarówno ja, jak i J. Kössner (dobrze znany w Polsce) od samego początku nie mieszamy nauki z szamanizmem. Nasze seminaria to przekazywanie wiedzy, a nie pokazy.

Jaki cel mają przekazy mediumiczne od starszyzny Majów w czasie seminariów? Czy jest to tylko chwyt marketingowy, by przyciągnąć nowe osoby? - nie wiem. A może są to ukryte inicjacje, programowanie nieświadomych ludzi? W tym kontekście zastanawiam się nad naszym byłym webmasterem, skąd taka nagła zmiana i agresja u młodego człowieka, wcześniej bardzo pogodnego, elastycznego, mówiącego bez skrępowania o miłości.

Zauważcie, że ci, co mówią o końcu świata, zawsze uciekają się do mistyki i sensacji.

Wiele osób w Polsce oczekuje o nas mistyki. Przykładem tego są chociażby kubki z pieczęciami rodzin solarnych – najzwyklejsze, porcelanowe, a nie magiczne i czarodziejskie. Niektórzy czuli się tym zawiedzeni.

Ezoteryka przemija, wiedza pozostaje. Na tym zamykam cykl wyjaśnień.
I dalej, dotyczace tego nieszczęsnego admina, albo raczej cenzora-agenta..
FORUM


Temat: FORUM
Piszę do Państwa w dość nietypowej sprawie. Nie wiem, jak mam się ustosunkować do sytuacji, która pojawiła się na Forum. Sprawa dotyczy prawdziwości Kalendarza, kwestionowanej przez C .J. Calle- mana. Jak dobrze rozumiem p. H. Kotwicka wyraziła w swoim artykule stanowisko dot. tej sprawy. Natomiast osoba podpisująca się na forum jako Konrad 320, będąca adminem forum, w swoich wypowiedziach (niezbyt przyjaznych w tonie) podważa sens Dreamspell i kwestionuje datowanie wg KM. Co w takiej sytuacji mamy myśleć? Czy jest to stanowisko Wam znane (Konrada 320)? Co proponujecie w takiej sytacji?


Wydawnictwo nie ingeruje w forum. Jesteśmy za tym, aby odsłaniać wszystkie prawdy. Tylko tak będziemy mogli dokonać świadomego wyboru.
Przykro nam, że Konrad nie miał odwagi bezpośrednio nas powiadomić o swoim stanowisku, lecz dowiedzieliśmy się o tym od internautów.

Nikogo nie będziemy przekonywać do pracy z Kalendarzem Majów. Każdy ma wolną wolę. Osoba na określonym poziomie świadomości wie, że wszystkie kalendarze i zegary zostały wymyślone przez ludzi. Tu nie liczy sie mierzenie upływu czasu, lecz wiedza płynąca z czwartego wymiaru, wymiaru nieczasu. Wszystkie nieścisłości koryguje nasza świadomość. Wyjaśniałam to w książkach i artykułach. W "Przewodniku", wydanym w 2001 r., wyraźnie napisałam, skąd wziął się Dreamspell, 13-Księżycowy Kalendarz Majów.

Ani C. J. Calleman, ani P. Geryl, ani Konrad nie zaburzy sensu naszej pracy. Prawda obroni się sama. Nam chodzi o wiedzę, a nie rozgłos czy korzyści finansowe.

Tak jak przewidział kalendarz Majów, teraz zaczyna dokonywać się podział duchów niesionych przez Energie Babilońskie lub Energie Chrystusowe. W Roku Czerwonego Magnetycznego Księżyca (2006/7) sytuacja zaostrzy się jeszcze bardziej. W tej chwili mamy dopiero przedsmak tego, co nadejdzie niebawem.

Dlatego bądźmy ostrożni. "Wszystko-Szybko-Łatwo" (ale ... za duże pieniądze) - to motto przewodnie wspólczesnych sekt. O tym donoszą raporty policyjne Wydziału ds Zwalczania Sekt. Ta informacja została podana do publicznej wiadomości w TVN, w poniedziałek dnia 5 czerwca br., kin 158 - Białe Biegunowe Zwierciadło /Siła demaskowania fałszu. Czy to przypadek?

Co się stało z Konradem320 po spotkaniu w Miedzeszynie - nie wiemy. Może dostał owe diksze (kule oświecenia) i stąd ta nagła przemiana? W programie spotkania zawierało sie połączenie mediumiczne z tajemniczą Starszyzną. To zawsze kusi i przyciąga wielu.

To, że Energie Babilońskie się boją, świadczy chociażby fakt ingerencji w Wasze Forum i przekierowanie go na strony astrologii. Ten incydent zgłosili nam internauci w dniu 5 czerwca br (kin 158, Białe Biegunowe Zwierciadło - Siła demaskowania fałszu). Czy ktoś boi się PRAWDY. Kto to jest? Czas pokaże.

Pytacie, jak się ma spustoszenie na Forum do daty 6.06.06 (wtorek), mając zapewne na myśli trzy szóstki - biblijny symbol Bestii. Wyjaśniam, że Bestia staje się bezbronna, jeśli zmienimy jej polaryzację i zalejemy ją Światłem i Wszechmądrością Najwyższego Boskiego Źródła, tzn. sumując cyfry 6+6+6= 18 i dodając dalej 1+8, otrzymamy 9, czyli Uniwersalną Miłość i Mądrość Boga. Sami widzicie, że Światło zawsze zwycięża.


Informujemy, że z dniem 7 czerwca br. Konrad320 przestaje być administratorem. Posty zostały usunięte samowolnie, bez naszej wiedzy.
Internauci przesądzą, czy powinniśmy zamknąć Forum, czy też pozostawić je bez admina.
Wydawnictwo PULSAR
Warszawa, dn. 07.06.2006
kin 160 - Żółte Samoistne Słońce
/Siła Mądrości Alpha i Omega, Duch miłości i przebaczenia

i tak to czułem i się stało...Był cenzor i w 160 kinie..nie ma już cenzora



20:59, waha123
Link Dodaj komentarz »
Radość

11111 napisał...."No cóż, należą Ci się wielkie dzięki! Ci nędzni ufole najbardziej nie lubią jak im ktoś patrzy na ręcę i najwidocznie zrezygnowali ze swego strasznego planu. A to tylko dzięki Tobie! Więc jeszcze raz składam podziękowania w imieniu całej ludzkości"

Dziekuje Ci 11111 za tak miłe słowa, ale jeżeli miałoby być tak jak piszesz, to my wszyscy razem mamy w tym swój mały udział a WIELKI przede wszystkim GŁÓWNI ZAINTERESOWANI...Cieszmy się, że zwycieżył rozsądek.Nie wiem, czy to oznacza ZMIANY, miejmy nadzieje, że tak. A wulkan dalej dymi.....Patrzmy non stop na to, co się dzieje....

18:54, waha123
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 czerwca 2006
Trzęsienie ziemi w Tokio 7.06.2006????

Na blogu http://totalizm.blox.pl/2006/02/59-Kolejna-zbrodnia-UFOnautow-lawina-blotna-z.html napisałem...

waha123
2006/02/21 11:13:07
Co Neatańczycy próbują Nam powiedzieć?
-Od 13 stycznia 2006 do 13 sierpnia 2006 jest 7 miesięcy.
-p. Domała jest 7 postacią
-odnowa "biologiczna" trwała 7 minut
-budynki miały około 70 metrów
-Ich gwiazdę okrąża 7 planet
O co tu chodzi??
Pokazywano p. Domale punkty na Ziemi, chodziło głównie o "sprawy ziemskie".
Filipiny, Antarktyda, Wyżyna Gujańska....Ale jeszcze coś bardzo ważnego....
Zwracano Mu uwagę na przecięcie równika z południkiem 140!!
A jakie WIELKIE MIASTO leży na południku 140??!!
TOKIO..TOKIO..TOKIO...TOKIO.......
7.06.2006 13:30-15:00 czasu polskiego w Tokio 21:30-23:00
Czy to ma być Armagedon????
Oby nie.......!!!!
19:37, waha123
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 05 czerwca 2006
Kalendarz Majów cz.1

Na http://www.forummaya.com/viewtopic.php?t=169 umieszczono list, który pozwolę sobie przedrukować, gdyż sprawa zaczyna sie robić "bardzo ciekawa'!!!

Ukryte zamiary Kalendarza Dreamspell
(Dreamspell Calendar)
Carl Johan Calleman
(Tłumaczyła Liliana Häckner)


Dla większości ludzi na świecie, system kalendarzowy, wynaleziony przez José i Lloydine Argüellesów na początku lat 90-tych: „Kalendarz Dreamspell/Kalendarz Trzynastu Księżyców”, znany jest jako „Kalendarz Majów”. Dzieje się tak, mimo faktu, że kalendarz ten nigdy nie był przez Majów używany. Zgodnie ze słowami Adama Rubela z Saq Be, organizacji reprezentującej poglądy ludów autochtonicznych, a zwłaszcza Majów:, „Jeśli chodzi o Dreamspell i prace Argüellesa: Jest jasne i myślę, że wszyscy tu obecni rozumieją, że istnieje potrzeba, by zdecydowanie rozróżnić ten system od jakiegokolwiek związku z tradycją Majów.(…)Jest życzeniem starszyzny, by zamieszanie i wypaczenie faktów ustało.”
Jednakże, mimo tego życzenia starszyzny Majów, wielu zwolenników tego systemu kalendarzowego, fałszywie prezentuje go jako Kalendarz Majów i bardzo mało głosów krytycznych powstało przeciwko temu, że Kalendarz Dreamspell/Kalendarz Trzynastu Księżyców jest przedstawiany jako taki. Jest to w dużej mierze spowodowane brakiem wiedzy na temat prawdziwego Kalendarza Majów, ale również tym, że ci, którzy uczą na temat Kalendarza Dreamspell (Dreamspell Calendar), nie dostarczają adekwatnej informacji na temat jego pochodzenia i powodu jego stworzenia.
Struktura systemu kalendarzowego, znanego jako Kalendarz Trzynastu Księżyców/ Dreamspell, jest zasadniczo następująca:
Proponuje on, byśmy używali kalendarza składającego się z trzynastu cykli księżycowych, każdy o długości 28 dni, (prezentowany jako cykl kobiecy), do którego dodaje się 1 dzień, który nie należy do żadnego z tych cykli, 25 lipca, by zgadzało się to z 365 dniami roku słonecznego (13 x 28 + 1 =365 dni). Powiązano z tym liczbę 20 glifów i 13 liczb, pożyczonych ze Świętego Kalendarza Majów. Jednak, w Kalendarzu Dreamspell, symbole te są związane z poszczególnymi dniami w zupełnie inny sposób, niż w prawdziwym kalendarzu Majów. Oznacza to, że gdy ludzie otrzymują swój dzień urodzenia tzolkina w tym systemie kalendarzowym, zwany „Galaktyczną sygnaturą” (Galactic signature), jest on zupełnie różny od symboli Świętego Kalendarza, który Majowie używali i używają dla tego właśnie dnia. Tysiące ludzi zostało wprowadzonych w błąd, myśląc, że jest to ich prawdziwy znak dnia wg Majów.
Co wspólnego ma ten system z Majami? Z wyjątkiem znaków i symboli używanych w liczeniu tzolkina ( liczenie 260 dni), nie ma on z Majami nic wspólnego. Po pierwsze, Majowie, tak samo jak wiele innych ludów, trzymali się cyklu księżycowego o zmiennej długości 29 lub 30 dni, co daje średnią 29,5 dnia. Jest to zgodne z cyklem kobiecym. Jednakże wiele kobiet, częściowo z powodu zakłócenia swoich cykli na skutek sztucznego oświetlenia i sztucznych hormonów, wszędzie obecnych w nowoczesnym świecie, zaczęło wierzyć, że „normalny” okres, to 28 dni. Ta idea jest w rzeczywistości efektem medycyny patriarchalnej, która przez wieki przerażona była tym, co postrzegano jako magiczne powiązanie między kobietą i pełnym cyklem księżycowym, o długości około 29,5 dnia. Nawet w dzisiejszych czasach, wiele kobiet, jak też wielu mężczyzn, ma wiele szczególnych odczuć, związanych ze swymi hormonami w dni pełni księżyca. Kalendarz Trzynastu Księżyców ignoruje naturalny cykl kobiecy i zastępuje go matematyczną formułą 28 dni, która nie odpowiada żadnemu naturalnemu cyklowi.
W Kalendarzu Trzynastu Księżyców dzień 26 lipca został wybrany jako „Dzień Nowego Roku” i czasami można usłyszeć, że jest to „Dzień Nowego Roku Majów”. W rzeczywistości ten stały pierwszy dzień, tak zwanego
Kalendarza Trzynastu Księżyców, odzwierciedla całkowite przeciwieństwo systemu Kalendarza Majów. Ustalenie go w tym dniu było wydarzeniem, które przypieczętowało koniec tradycyjnego Kalendarza Majów na półwyspie Jukatan. W czasach starożytnych, jak też obecnie wśród Quiché Majów, Kalendarz Majów nie ma żadnej stałej daty, odpowiadającej dacie pierwszego dnia ”Nowego Roku”, którą można byłoby przenieść na kalendarz gregoriański. Ta charakterystyczna cecha tradycyjnego Kalendarza Majów, polegająca na braku stałej daty Nowego Roku ma dziś ogromne znaczenie. Oznacza to, że, w odróżnieniu od większości innych kalendarzy na świecie, proroczy Kalendarz Majów nie jest podporządkowany mechanicznemu czasowi lub cyklom astronomicznym. W przeciwieństwie do niego, Kalendarz Trzynastu Księżyców oparty jest na roku fizycznym.
Skąd wiec pochodzi data 26 lipca? Z pewnością nie jest to, jak niektórzy czasami twierdzą, spiralne wznoszenie się Psiej Gwiazdy (Syriusza), ponieważ w starożytności na Jukatanie miało to miejsce 13 i 14 lipca. Natomiast można ją znaleźć w cyklu kalendarza o długości 365 dni, zwanym przez Majów haab. Haab był o ¼ dnia krótszy od długości roku słonecznego. Początek cyklu haab zmieniał się z czasem w stosunku do roku słonecznego. Dlatego, pomysł stałego dnia nowego roku był Majom całkowicie obcy, aż do roku 1541 n.e., gdy Jukatan został podbity przez Hiszpanów. Wówczas to początek haaba przypadł na gregoriańską datę 26 lipca. Podczas przymusowego nawracania Majów na chrześcijaństwo, które później nastąpiło, Majowie zostali zmuszeni do porzucenia swych tradycyjnych kalendarzy, których duchowe energie uważane były przez hiszpańskich biskupów za bałwochwalstwo i spalili oni praktycznie wszystkie książki Majów. Jako część tego przystosowania do chrześcijaństwa i jego roku kościelnego, z wszystkimi obchodami świętych i Świąt Bożego Narodzenia, itp., Majowie musieli „zamrozić” wcześniej ruchomy początek cyklu haab, tak, że od tej pory przypadał on zawsze na ten sam dzień 26 lipca, tak jak w roku podbicia przez Hiszpanów. To zamrożenie oznaczało skuteczne zakończenie systemu Kalendarza Majów na Jukatanie i jego przejście na system mechanicznego czasu astronomicznego. Data 26 lipca, (która jest zapisana w księgach napisanych przez Majów po podboju oraz Biskupa Landy, który zainicjował palenie Kalendarza Majów), symbolizuje wiec całkowity koniec oryginalnego kalendarza Majów na Jukatanie. Moim zdaniem jest to powód do żałoby, a nie do świętowania.
Mimo to, wśród Majów w dzisiejszej Gwatemali, znaczące aspekty starożytnego systemu kalendarzowego, takie jak haab i tzolkin (Cholquij) przeniosły się do podziemia i w ten sposób przetrwały w obszarach górskich aż do czasów obecnych. Znaleziska archeologiczne potwierdziły, że Święty Kalendarz został zachowany w stanie niezmienionym od czasów starożytnych, dzięki strażnikom Kalendarza u Majów Quiché. Mój własny pogląd jest taki, że to szczególne liczenie tzolkina, jest darem dla przyszłej ludzkości, jeśli tylko możemy zrobić z niego właściwy użytek. Dzisiaj, coraz większa liczba ludzi zaczyna stosować Święty Kalendarz Majów i doświadcza energii czasu, który on opisuje. W oczach Majów, Święty Kalendarz, złożony z 260 dni, jest najważniejszym z kalendarzy, jest samym centrum, dokoła którego kręcą się wszystkie inne kalendarze. Stąd, podczas gdy inne aspekty kalendarza Majów mogły się z czasem zmienić, Święty Kalendarz uważany jest za nienaruszalny i nie powinno się w niego ingerować, ani go zafałszować. Zawsze był zachowywany w stanie niezmienionym z myślą o nadejściu czasu, gdy będą go potrzebowały pokolenia przyszłości, a ten czas, w opinii wielu osób, jest teraz.
To czyni koniecznym zadanie pytania, dlaczego Argüelles wymyślił na początku lat 90-tych nowy Święty Kalendarz (260 dni), kalendarz Dreamspell, zwłaszcza zważywszy, ze Majowie od tysięcy lat używali Prawdziwego Świętego Kalendarza. Czy stoją za tym jakieś ukryte zamiary? Pytanie to jest tym bardziej istotne, ponieważ aktualna funkcja tego wynalazku polegała na zastąpieniu i zaprzeczeniu istnienia prawdziwego liczenia tzolkina. Powód tego zastąpienia był zawsze utrzymywany w wielkiej tajemnicy i wydaje się, że ludzie w Ruchu Kalendarza Dreamspell/Trzynastu Księżyców rzadko, jeśli w ogóle, podejmowali się zbadania tej sprawy. Lloydine Argüelles, współwynalazca Kalendarza Dreamspell, daje nam jednak kilka wskazówek, dlaczego Kalendarz Dreamspell został wynaleziony, by zastąpić Święty Kalendarz Majów, pisząc w Crystal Skywalker Day Report (dzienny raport Crystal Skywalker) w 1997 roku:
Cała wiedza w Dreamspell jest wiedzą niezmienną. …Jeśli pomyślimy, „Mogę się zgodzić z 98 % nowej wiedzy, ale pozostałej nie mogę zaakceptować”, musimy wówczas rozważyć, jak ego może wejść i spowodować zniekształcenie wiedzy.” Musisz być w 100% wiernymi nowej wiedzy. Nic, co Valum Votan (Jose Argüelles, wyjaśnienie autora) przedstawia, nie jest w niezgodzie z boskim planem.
Te stwierdzenia objawiają mentalność, podobną do mentalności autokratycznego władcy, jak też pragnienie zachowania przy sobie swych zwolenników. Nic więc dziwnego, ze Lloydine Argüelles odgrywała kluczową rolę w podjęciu decyzji, jak zakotwiczyć w czasie swoje szczególne liczenie tzolkina. W Ruchu Trzynastu Księżyców Lloydine Argüelles była często utożsamiana z Bolon Ik, 9 Wiatr, która w starożytnej tradycji środkowoamerykańskiej, była energią kojarzoną ze świetlistym bóstwem Quetzalcoatla, Węża w pióropuszu. Dlatego, jej dniowi urodzin (15-tego maja 1943 roku) dano energie 9 Wiatru (kin 22) w liczeniu Dreamspell. Jest to punkt zakotwiczający liczenie tzolkina wybrany przez Argüellesów i w konsekwencji ich zwolennicy utożsamiają ją z bóstwem światła. Dalej, jeśli usunie się dzień przestępny, urodziny Jose Argüellesa (24-ty stycznia 1939 roku) otrzymały znak: 11 Małpa (kin 11) i w tym ustawieniu, nie tylko stał się on Małpą, tkaczem, centralnym znakiem dnia, dokoła którego wszystko się kręci, ale oboje również dostali liczby mistrzowskie 11 i 22 dla swoich dat urodzin. Jose Argüelles najwyraźniej przejęzyczył się mówiąc o kinie 11-„ten, który jest przeznaczony na bycie Valum Votan”. Oczywiście, im więcej ludzi używa ich kalendarz, tym bardziej te tożsamości zostają wzmocnione.
Dlatego ci, którzy używają tego szczególnego liczenia tzolkina, dają jego twórcom centralną rolę i synchronizują swoje życie z ich życiem.
Wśród zwolenników kalendarza Dreamspell, powszechnym jest mówienie, że on „działa” oraz że dostarcza punktu wejścia do „porządku synchronicznego”. Przy wyżej wspomnianej wiedzy, należy jednak zadać sobie istotne pytanie: „Na czyją korzyść działa? ” oraz „Czyj synchroniczny porządek?” Wydaje się oczywistym, że przy szczególnym ułożeniu tego kalendarza, działa on bardzo dobrze, jako punkt wejścia do synchronicznego porządku jego wynalazców, jak też dla pewnej liczby innych ludzi, którzy podobnie zostali przyciągnięci przez jego energie. Problem polega na tym, że ci, którzy szukają punktu wejścia do synchronicznego porządku boskiego planu, są od niego odciągnięci do czegoś całkowicie innego, a mianowicie do energii dwóch ludzkich istot i ich osobistego programu bycia w centralnej pozycji przywódców itp. Dlatego mamy wszelkie powody, by podejrzewać, że takie ustawienie dałoby twórcom znaczną władzę, zwłaszcza, gdy ich zwolennicy nie zostali uświadomieni o tym, z czym synchronizują swoje życie.
Działa tutaj ukryty program i ja kwestionuję, czy jest etycznym utrzymywanie w tajemnicy pochodzenia liczenia Dreamspell, zwłaszcza, że cena za utrzymywanie ludzi w ciemności na temat systemu prawdziwego Kalendarza Majów jest bardzo wysoka. Prawdziwy kalendarz Majów nie jest w ten sposób podporządkowany energiom, czy programom żadnej ludzkiej istoty, żywej, czy umarłej. Nieprzerwane liczenie tzolkina jest bezpośrednim odzwierciedleniem boskiego procesu stworzenia i świat pilnie potrzebuje o tym się dowiedzieć. Niestety, Kalendarz Dreamspell nie istnieje, dlatego że ma jakakolwiek przewagę nad prawdziwym Kalendarzem Majów, lecz z powodu konserwatyzmu tych, którzy przez lata nauczali go i go stosowali. Dzisiaj, mimo przytłaczających dowodów, że nie jest to kalendarz egalitarny (czy żeński), istnieje on siłą czystej inercji i stosunkowo duża liczba ludzi jest przyciągnięta do niego pod fałszywymi pozorami.
Czuję, w imię integralności, że ci, którzy uczą Kalendarza Dreamspell/ KalendarzaTrzynastu Księżyców, powinni teraz zacząć mówić prawdę na jego temat. Częścią tej prawdy jest to, że starszyzna Majów nie życzy sobie, by mylić ten kalendarz z Kalendarzem Majów. Według słów starszyzny Majów: „Nieporozumienie, zamieszanie musi ustać” i jest to w interesie wielu. Nauczyciele Dreamspell powinni również jasno wytłumaczyć ludziom jego pochodzenie, powód, dlaczego został wynaleziony, by zastąpić prawdziwy kalendarz Majów. Powinno to zostać uczynione, by dać ludziom szansę dokonania świadomego wyboru, przy znajomości całej prawdy. Koszt dalszego zamieszania, spowodowanego przez fałszywe roszczenia Dreamspell, jest ogromny. Kalendarz ten blokuje ścieżkę ludzkości do skarbu prawdziwego systemu Kalendarza Majów, który odegra decydującą rolę w prowadzeniu ludzkości ku wolności i oświeceniu.

Carl Johan Calleman jest autorem 2 książek w języku angielskim na temat Kalendarza Majów: „The Mayan Calendar” (Kalendarz Majów), Garev 2001 oraz „The Mayan Calendar and The Transformation of Consciousness”, „Kalendarz Majów i transformacja świadomości” (Bear and Co, 2004). Był inicjatorem Świętowania Jedności w czerwcu 6-8, 2004 oraz kampanii Koniec dominacji, prowadzącej do Świętowania Jedności/ Medytacji Środka Światła (Midlight Meditation) w czerwcu 1-2, 2005.

Pod wpisem jeden internauta zadał kilka pytań......

Niestety moja wiedza jest zbyt mała, żeby na temat faktów zawartych w tym liście dyskutować. Natomiast:
1. Dlaczego dopiero po 16 latach (biorąc także pod uwagę bliskość 2012) starszyzna Majów się oburza?
2. Dlaczego nikt z tej starszyzny nie zrobił nic, aby upowszechnić ten właściwy kalendarz prowadzący do oświecenia?
3. Czyżby wszyscy stosujący KM byli w błędzie i ulegli zbiorowej halucynacji, że KM działa?
4. Czy, aż 33 lata życia Jose Arguuelles musiał poświęcić, po to aby ludziom powiedzieć, że on jest Valum Votan?

Ktoś tu kręci. Może to "sztuczki mistrzów starego czasu"?

Może ktoś z większę wiedzą by się na ten temat wypowiedział?

Może skontaktować się z H. Kotwicką?
_________________
Mariusz Szanecki - pozdrawiam!
KIN 161 - Czerwony Wiodący Smok

Zapraszam na x-forum http://x-forum.pl/index.php

18:57, waha123
Link Komentarze (1) »
Kalendarz Majów cz.2

Odpowiedź dała H. Kotwicka....

Który kalendarz Majów jest prawdziwy?

Hanna Kotwicka

Refleksje dotyczące spotkania w Warszawie


W dniu 26 maja br. odbyło się w Warszawie spotkanie z Carlem Johanem Callemanem na temat Kalendarza Majów. Z sali padło wiele pytań, które pozostały bez jednoznacznych odpowiedzi. Wiele osób wyszło ze spotkania kompletnie zdezorientowanych. Dlatego z myślą o nich chciałabym wyjaśnić kilka kwestii, aby nie mnożyły się wątpliwości.
Pierwsza z nich dotyczy rozbieżności w interpretacjach Kalendarza Majów i tego, które z nich są prawdziwe.

Wyjaśniam, że Majowie korzystali z siedemnastu kalendarzy, tyle przynajmniej odkrył świat nauki. Były to kalendarze astronomiczne lub astrologiczne (wróżbiarskie). Wśród kalendarzy astronomicznych najbardziej znane to Tzolkin i Haab. Haab liczył 360 dni plus 5 dni dodatkowych, tzw. uayeb, natomiast Święty Kalendarz Tzolkin - 260 jednostek, nazywanych kin; oznaczał Długą lub Krótką Rachubę. Mimo że znany był naukowcom od przeszło 100 lat, z uwagi na nietypową liczbę dni świat nauki nie wiedział, jak się nim posługiwać. Zagadka została wyjaśniona pod koniec lat 80. ubiegłego stulecia, kiedy to amerykański historyk sztuki, dr José Argüelles, po 33 latach intensywnych studiów nad kulturą Majów znalazł klucz do Tzolkin. Okazało się, że Tzolkin nie jest zwykłym kalendarzem, lecz specyficznym licznikiem historii albo inaczej, uniwersalnym kosmogramem ewolucji. Rządzi nim ściśle określony porządek matematyczny i prawo cykliczności, co wyjaśnił w swoim epokowym dziele „Faktor Majów”.

Jeśli chodzi o interpretację znaków w Tzolkin, jest ona jednoznaczna na całym świecie. Pismo maya nie jest pismem obrazkowym, lecz sylabowym. Każdy znawca odczyta dany tekst jednoznacznie. Tu nie ma żadnych przekłamań. Majańskie nazwy znaków i przypisane im energie są niezmienne, np. Imix, Ik, Akbal, Kan itd. Różnice pojawiają się w przekładach, gdzie np. Cauac tłumaczony jest jako Burza, Nawałnica lub Wicher, Ben jako Kukurydza, Trzcina lub Wędrowiec, a Lamat jako Królik lub Gwiazda itp.

José Argüelles nie spoczął jednak na laurach, wciąż poszukiwał dalej. W 1994 roku udało mu się zsynchronizować nasz 365-dniowy kalendarz gregoriański z 260-dniowym Tzolkin, czyli Krótką Rachubą Majów. Oparł się tutaj na 13-miesięcznym kalendarzu celtyckim, który obowiązywał w Islandii do drugiej połowy dziewiętnastego wieku. Każdy miesiąc liczył 28 dni, a ostatni dzień roku nazywany był Dniem Jemioły. Tak powstał Dreamspell, 13-księżycowy kalendarz. Dzięki temu prastara wiedza Majów stała się dla nas całkowicie zrozumiała, czytelna, przydatna w życiu codziennym.

Jako datę początkową Argüelles przyjął 26 lipca. Skąd wzięła się ta data? Z uważnej obserwacji nieba przez starożytnych Majów. Wiedzieli oni, jak również wszystkie wielkie kultury, o szczególnej energii Syriusza, docierającej na Ziemię pod koniec lipca, dokładnie pomiędzy 24 a 27 lipca (tzw. Dni Psa). Dlatego większość ich kalendarzy wróżbiarskich rozpoczynała się 24 lipca. Natomiast Argüelles przyjął datę 26 lipca. Tego dnia następuje stałe zjawisko astronomiczne: Syriusz B w gwiazdozbiorze Psa znajduje się w bezpośredniej koniunkcji ze Słońcem. Ziemia przechodzi więc przez sam środek promieniowania neutronowego Syriusza B, które można przyrównać do ptaka wygrzewającego jaja. Promienie te, niczym czarne dziury, wchłaniają wszystko, co stanie im na drodze. Raz w roku przebijają się przez pierścień pól memicznych wokół Ziemi (= ewolucyjny potencjał wygenerowany przez ludzkość). Docierając do Ziemi, pobudzają rozwój, zaszczepiają w świadomości coś nowego, twórczego.

Wielu autorów przyjmuje jedną z wymienionych dat za początek biegu kalendarza Majów i stąd wynikają rozbieżności. Generalnie nie ma w tym nic złego. Ważne, aby pracować tylko z jednym kalendarzem. Inaczej do niczego się nie dojdzie.
Biorąc pod uwagę cztery daty (24, 25, 26, 27 lipca) i np. pierwsze cztery glify Tzolkin, tzn. Imix, Ik, Akbal, Kan, nazywane w polskiej wersji Smok, Wiatr, Noc, Ziarno, można – w zależności od przyjętej daty – być przyporządkowanym do jednej z tych pieczęci. Wiele osób zapytałoby w tym miejscu: Dlaczego pasują do mnie po części wszystkie te opisy? Dlatego że w 52-letnim cyklu życia napotykamy na swej drodze każdy z 260 kinów Tzolkin i czy chcemy, czy nie chcemy, musimy go poznać. Co więcej, Tzolkin odzwierciedla także nasze kody genetyczne i całe ciało (chromatyki, harmonie, pięć czakr w kolumnie mistycznej). Cała jego mądrość zapisana jest w pamięci naszych komórek. Tej mądrości nie musimy się uczyć, wystarczy rozbudzić ją na nowo.

Z własnego doświadczenia i doświadczenia czytelników mogę powiedzieć, że pracując z 13-księżycowym kalendarzem rozpoczynającym bieg 26 lipca, nasze doświadczanie energii kinu dnia czy portali (GAP) będzie bardziej wyraziste, precyzyjne, wyjątkowo trafione. Przekonały się o tym osoby pracujące z Kalendarzem Majów już od kilku miesięcy, a tych, którzy pracują z nim od kilku lat, nikt nie zdoła przekonać do wróżbiarskiego kalendarza np. Kennetha Johnsona.

Zarzuty zamieszczane w artykułach C. J. Callemana pod adresem Argüellesa, że jakoby wymyślił Kalendarz Majów, są bezpodstawne. Uniwersalny Kodeks Etyczny nie dopuszcza takich postaw.
Nawet gdyby faktycznie tak było, to i tak José Argüelles byłby największym geniuszem wszechczasów i to na skalę kosmiczną. Na marginesie: nie udało mi się zapytać C. Callemana, dlaczego usunięto przedmowę J. Argüellesa w polskiej wersji książki „Kalendarz Majów i transformacja świadomości”.
Dlatego jeszcze raz podkreślam, Argüelles nie wymyślił nowego kalendarza Majów, lecz przystosował już istniejący, starożytny Tzolkin, do naszego kalendarza gregoriańskiego według ścisłych reguł matematycznych. Okazało się, że np. w dniu naszych urodzin pojawiają się tylko cztery określone pieczęcie naszej rodziny solarnej w niezmiennym porządku kolorów. I tak dzieje się od momentu urodzenia aż do końca życia.

Kwestią, która mnie zaciekawiła w wykładzie C. J. Callemana, jest jego teoria Drzewa Życia. Jak wiemy, Drzewo Życia odwzorowane jest także w naszej Galaktyce (Droga Mleczna, czarna dziura). C. J. Calleman odwzorował je na kuli ziemskiej w Europie z centralnym punktem w Rzymie. W ten sposób czarna dziura przypadła na Rzym i tym samym Watykan jako kolebkę chrześcijaństwa. Pień Drzewa Życia wyznaczył półkulę wschodnią i zachodnią, symbolizujące odpowiednio prawą i lewą półkulę mózgu. Natomiast Europę rozdarł na dwie części.

Jak dotąd nie sprawdziła się żadna z prognoz kalendarzowych C. J. Callemana. Nienaturalne rytmy czasowe niszczą sie same.

Jeśli ja miałabym umiejscowić Drzewo Życia na naszym globie, przesunęłabym jego pień bardziej na wschód, tak by czarna dziura przypadła na Babilon. Wtedy Europa zyskałaby szansę pełnego zjednoczenia poprzez Unię Europejską. Za tą teorią przemawiałby też fakt, że korzenie chrześcijaństwa mają swoje źródła w Mezopotamii, ponieważ Abraham, ojciec narodu żydowskiego, wywodził się z ludu chaldejskiego. Tak więc skupiając uwagę na Rzymie, będziemy koncentrować się wyłącznie na skutku, natomiast faktyczna przyczyna pozostanie niezauważona. O to właśnie chodzi energiom babilońskim. Niezwykle inteligentna pułapka. Dla przypomnienia, mottem przewodnim ducha Babilonu są: żądza władzy, zachłanność, zniewolenie.

Następna kwestia to filozofie Wschodu. Ich nauki są głębokie i cenne – to nie ulega wątpliwości. Problematyczni są tylko tamtejsi nauczyciele duchowi i szamani na wyspach Pacyfiku, oczywiście nie wszyscy. Wszelkimi sposobami chcą dostać się na Zachód, by uzdrowić naszą lewą, racjonalną półkulę przed upadkiem, nie widząc, że także ich własna prawa, zmysłowa, niedomaga. Może o tym chciała im przypomnieć fala tsunami w dniu 26 grudnia 2004, która z pewnością nie była przypadkowa. Nie wyciągnęli jednak żadnych wniosków. Komercja okazała się silniejsza. Przez Amerykę (tzn. uczynnego potomka Babilonu) i Holandię przenikają do Europy ze swoimi technikami, gdzie naiwnych jest wielu. Cóż dadzą Europejczykom np. diksze (kule oświecenia), jeśli ich świadomość raczkuje? Po 21 dniach pobytu u mistrza przeżyją chwilowe uniesienie, potem wrócą do swojej codzienności i nie będą potrafili znaleźć sobie miejsca. Na koniec, odcięci od ludzi, nękani koszmarnymi snami, prześladowani przez fobie, uzależnieni od nauczyciela, w najlepszym przypadku wylądują w głębokim stresie, o innych nie chcę wspominać, by nie straszyć.

Dlatego przestrzegam: więcej rozwagi. Wszystko, czego potrzebujemy do naszego rozwoju, przychodzi w sposób naturalny, zawsze we właściwym czasie i dokładnie w miejscu, w którym jesteśmy – teraz.

Każdy, kto straszy ludzi końcem świata, bez względu na to, czy powołuje się na kalendarz Majów, czy inne przepowiednie, zawsze skrywa intencję albo chowa w zanadrzu cudowną „pigułkę” na zbawienie. Czy naprawdę niczego nie dostrzega? A jeśli są to owe diksze, dlaczego Sri Kalki (który?, jest ich kilku), do którego ściągają ponoć tłumy, chce się dostać z nimi do Polski, zamiast dawać je wśród „swoich”?

Wiedzcie, że Majowie przepowiedzieli nadejście piątego świata i nastanie Nowej Ery, która sprowadzi Niebo tu, na Ziemię – nie odwrotnie. Biblia mówi o nadejściu tysiącletniego Królestwa Pokoju, wizje Nostradamusa wybiegają daleko w rok 3000 n.e., Wedy wspominają o „14”, czyli następnym kroku w dojrzałość, symbolu czystości intencji (odpowiednik majańskiego Białego Maga).

Pamiętajmy, że ewolucja ma to do siebie, że nie zatrzymuje się w miejscu, lecz wciąż postępuje naprzód, przesuwa się po orbicie spirali. Mieliśmy już system „męskiej hegemonii 12” (kalendarz gregoriański, chwilowa dominacja mężczyzn), teraz wracamy do „żeńskiej 13” (kalendarz Majów, wzrost znaczenia kobiet, matriarchat został tylko przejściowo odsunięty). Logika wskazuje, że następnym systemem będzie system „kapłańskiej 14” (kalendarz 14-księżycowy po 26 dni, neutralna boska energia, pełna równość, połączenie yin i yang).
No cóż, ja wolę zostać oświecona i po 2012 roku obudzić się we własnym łóżku, niż stać się Światłem i przez wieki nudzić się w Niebie.

Na koniec chciałabym zwrócić uwagę na dzień 26 maja 2006 roku, kin 148 – Żółta Wiodąca Gwiazda, przypisana do Fali Ziarna biegnącej od kinu 144 do kinu 156 (wg Dreamspell). Tego dnia, w tym samym miejscu w Warszawie odbyła się msza święta z papieżem Benedyktem XVI, a kilka godzin później spotkanie z Carlem Johanem Callemanem na temat kalendarza Majów. Z jednej strony papież ożywiający ducha miłości, pokoju i nadziei, z drugiej zaś, C. J. Calleman, straszący końcem świata. Czy to zwykły zbieg okoliczności? Który duch zwycięży? Może chrześcijaństwo, za sprawą Jana Pawła II i teraz Benedykta XVI, zrobiło radykalny zwrot i dawne przepowiednie się nie sprawdzą. A może nie chodziło w nich o upadek Rzymu, lecz mitycznego Babilonu, co dokonuje się obecnie na oczach całego świata w irracjonalnej wojnie iracko-amerykańskiej („syn Babilonu drugi raz podniósł rękę na ojca”).
Może właśnie teraz, w Fali Ziarna, zainicjowanej podwójną „144” (fala i przewodnik), naprowadzani przez dziesięć portali galaktycznych, mieliśmy odkryć historyczną prawdę i odnaleźć zagubione 144 pierwotne prądy życia? Być może to chciała potwierdzić półtęcza, biblijny symbol przymierza, w dniu 28 maja (kin 150, Pies 7 – siła miłości, pojednania, partnerstwa) w czasie wizyty Benedykta XVI w KL Auschwitz-Birkenau. Benedykt XVI odciął ostatecznie korzenie chrześcijaństwa od źródeł Babilonu, drugą połowę tęczy musimy domalować my sami.

Na marginesie, numer rejestracyjny limuzyny papieskiej to: HBEF 144.

A może " mistrzów starego czasu" bardzo boli nowe podejście do Czasu...?!!?

Zapraszam na X-forum  http://x-forum.pl/index.php

18:41, waha123
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 czerwca 2006
Dyskusja

Oto pewna dyskusja... http://forum.hotnews.pl/fwtc,0,14,69.html#all Grupa internautów dyskutuje o technicznej stronie zawalenia się WTC. Jeden z nich przysłał link do bardzo ciekawego filmu http://video.google.com/videoplay?docid=-5137581991288263801&q=loose+change Na filmie widać w pewnym momencie zdjęcia chyba z 1966 roku, na których uwieczniono moment budowy jednej z wież, gdzieś chyba około 70 pietra. Widać tam doskonale, jak ogromnie silna i wytrzymała była to konstrukcja. Musiała ona wytrzymać nie tylko siły ściskające " od niej samej", ale przede wszystkim moment zginajacy od siły wiatru wiejącego od zatoki. Taki moment ma największa wartość " przy gruncie" i liczy go się od "obciażenia ciagłego trójkatnego" , gdzie wypadkowa sił rozciagających przypada w 2/3 podstawy obciażenia "trójkatnego", czyli w tym przypadku punkt przyłożenia siły spowodowanej obciążeniem wiatru wypadał w 2/3 wysokości budynku, czyli około 70-76 pietra. Wiatr najsilniej wieje na górze, ale tam moment zginający jest równy ZERO( na samej górze), przechodząc coraz niżej jego wartość wzrasta, ponieważ działa "ramie siły". Na samym dole wiatr nie wieje, ale moment zginający od wiatru wiejącego w pasie od 50-110 pietra jest olbrzymi....I oto nadlatuje SAMOLOCIK, uderza w budynek, coś tam sie zapala i konstrukcja, która przez 28 lat(1973-2001) wytrzymywała momenty zginające rzędu setek tysięcy KNm(kilonewtonometrów)..."zawala się" wzdłuż własnej osi, tak jakby nie posiadała własnego rdzenia a konstruktorzy nie wykonali żadnych obliczeń sił odpowiedzialnych za wyboczenie wzdłużne konstrukcji. Każda taka konstrukcja posiada tzw. rdzeń przekroju, czyli taki obszar, który gwarantuje, że siła przyłożona wzdłuż osi przekroju skierowana w dół, nie spowoduje zgniecenia konstrukcji. WTC musiał być zaprojektowany tak, że można byłoby na każdej z tych wież postawić jeszcze drugie takie same i NIC BY SIĘ NIE STAŁO...A co się stało...troszeczkę dymu, ognia i .....bęc???!!!.... http://totalizmowa.terramail.pl/wtc.htm Stąd pełno papieru, który doskonale widać na filmie...

22:03, waha123
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 czerwca 2006
Do przemyślenia...

Znalazłem bardzo ciekawy artykuł na http://cudownyportal.pl/article_all.php?div=r2012 ....do przemyślenia....

Wszystko co dzieje się we Wszechświecie ma jakiś cel. Każde zdarzenie jest fabularyzowaną informacją, ma jakieś znaczenie.
Przesyłanie informacji przy pomocy obrazów i dźwięku jest technologią, która w naszej rzeczywistości rozwijała się od zasiedlenia naszej planety. Pierwsze informacje zapisywane na skalnych ścianach, pismo obrazkowe, itd., przekazują nam treści o historii życia.
Poza przedstawieniem kronikarskim, dotyczącym codziennych zajęć i ówczesnych wydarzeń, dotykają one również tzw. przyszłości, czasów które dopiero miały nadejść.

Działo się tak ponieważ system przekazu ze światów równoległych, stojących poza naszym czasem i przestrzenią, również odbywa się na drodze transmisji obrazu, filmów, które docierają do odbiorcy. Wejście w taki kanał informacji polega na dostrojeniu się do częstotliwości nadawcy, poprzez odpowiednie techniki i praktykowanie ich w odpowiednich miejscach.

Umysły miliardów ludzi, tworzą globalną sieć neuronową, produkującą tryliony informacji dziennie, które przesyłane są wzajemnie w przestrzeni astralnej pomiędzy użytkownikami tego systemu. To co możemy zauważyć w technologii, jest jedynie odwzorowaniem procesów istniejących we Wszechświecie. Samolot jest imitacją ptaka, telefon jest namiastką komunikacji telepatycznej, komputer i internet tworzą system w działaniu zbliżony do mózgu i wspomnianej sieci neuronowej.

Energia wielu ludzi skoncentrowana na jednym obrazie, zintegrowana jedną intencją, otwiera kanał energetyczny do wyższych wymiarów, przestrzeni sprawczej. Fakt ten z powodzeniem wykorzystują organizacje religijne, kryjąc zasady tej „techniki” za parawanem ideologii, zbawienia, i świętych obrazków, stających się narzędziami mocy w rękach przywódców duchowych, dzięki sile myśli ich wyznawców.

Z drugiej strony siła ta nie jest doceniana w codziennym życiu. Niewyobrażalna ilość informacji, która powstaje co sekundę, dzięki użytkownikom planety, buduje różnorodne światy życzeniowe i przychodzące później ich przejawy. Ludzie wyzywają się w myślach, ślą nieuświadomione klątwy, sprzeczne życzenia, modlitwy o pokój, o śmierć sąsiada, zdrowie dla bliskich i chorobę dla wrogów, modlitwę o szczęście, które zwykle ma gotowy scenariusz, nieadekwatny do rzeczywistych możliwości i potrzeb proszących.
Gdyby bóg jako siła sprawcza nie byłby w jakimś sensie zautomatyzowany, lub był istotą nam podobną, zwariowałby od tych przemieszanych ze sobą życzeń, z których trudno zbudować jakąś spójną całość, poza chaosem, który obserwujemy w naszych czasach.

Jednak są momenty, w których wszystko zaczyna się ukierunkowywać, kiedy słowa modlitwy zaczynają składnie wyrażać jeden cel. To chwila, w której za sprawą kataklizmu osobistego lub dotyczącego większej ilości ludzi, zaczynamy wysyłać jedną myśl,
prośbę o... przetrwanie.
To chwila, w której większość zatwardziałych sceptyków i tzw. niewierzących, zmienia swoją postawę, modląc się do boga, czym lub kimkolwiek by był.

W tym widać ukryty sens kataklizmów, integracja umysłów w jednym celu oraz otwarcie kanału energetycznego, przez który można wpłynąć na los jednostki i świata.

Każdy z nas ma taką opcję, daną nam w ramach wyposażenia podstawowego, większość z nas myśli jednak, że te „cudowne” możliwości dostępne są tylko świętym lub wielkim magom.
Myślimy tak, ponieważ ktoś kazał nam tak postrzegać nasze miejsce w Systemie i wytworzonej hierarchii. Z drugiej strony, może to i słuszne, ponieważ większość społeczeństwa na tym etapie rozwoju, wykorzystałaby Wiedzę dla celów czysto komercyjnych, niewinna myśl z kategorii „żeby go szlak trafił”, spełniałaby się w sekundę.
Z tego powodu świadomym rozwojem duchowym zajmuje się znikomy procent ludzi.

Rok 2012 jest taką chwilą, w której nastąpi pewne przewartościowanie i rozdzielenie światów. Część ludzkości przejdzie w następny etap energetycznej ewolucji, spadną blokady ograniczające dostęp do takich funkcji jak telepatia, nadwidzenie, nadsłyszenie, przemieszczanie się poza czasem i przestrzenią oraz wszystkie zdolności zmysłów wewnętrznych oraz następnych możliwości, związanych z odblokowaniem kosmicznych czakr / znajdują się one nad czakrą korony /.

Symptomy tego już zaczynają się pojawiać, u różnych osób w różnym stopniu, często zupełnie spontanicznie. Większość ludzi łączy to z chorobą psychiczną i halucynacjami, przyjmując substancje oszałamiające i syntetyczne narkotyki, zapisywane na receptę, przez co stają się nieświadomymi siebie maszynami, których lęk zastąpiło otępienie.

W procesie ewolucji postaw, rok 2012 może się okazać dla obecnego Systemu Cywilizacyjnego, swego rodzaju wybawieniem. Od początku lat 70-tych ekonomiści i finansiści, prognozują gospodarczy i polityczny krach.
Jedyną „szansą” i możliwością utrzymania obecnego stanu są wojny lub globalny kataklizm, po którym nastąpi odbudowa świetlanej przyszłości.
Cyklicznie powracająca nadczynność słońca, oraz układy planet, które tworzą elektromagnetyczny procesor, mogący zmienić warunki magnetyczne w tej części kosmosu, ponieważ dotyczy to nie tylko ziemi, ale też całego układu słonecznego i galaktyki.

Przypominać to może olbrzymie wyładowanie mikrofalowe, które wykorzystywane jest w broni nowej generacji, gdzie układy elektroniczne i natury elektrycznej / również ludzki mózg /, poddane zostaną radiacji, powodującej ich chwilowe unieruchomienie bądź całkowite zniszczenie. Dla cywilizacji, w której całość rozwiązań bytowych, od samochodu po satelity i systemy komunikacyjne, to prawdziwy problem.
Trzeba wszystko będzie zacząć od nowa. Wyobraź sobie sytuację, w której nie ma niczego co do tej pory umożliwiało egzystencję, oprócz świadomości przetrwania, dającej ludzkości impet na nowy początek.

Informacje i tematy, które poruszam w swoich artykułach, mają „pozaplanetarne pochodzenie”, można by powiedzieć, że są w pewnym sensie dyktowane / nazwałem ten proces „ klikaniem automatycznym”:) /, powstają na zasadzie transmisji obrazu i myśli, określanej w obecnych czasach mianem channeling.

Źródło tych informacji nazywam Radą Galaktyczną, która prowadzi „monitoring” zachodzących procesów. RG jest moim zdaniem zbiorem świadomości, których zadaniem jest nadzór nad trwającą transformacją i pomoc w jej przechodzeniu.

Przekazów channelingowych dociera do nas coraz więcej.
Rok 2012 jest datą przełomu, choć ogólnie jestem sceptycznie nastawiony do przedstawianych apokaliptycznych wizji końca świata. Wiedza którą otrzymuję, nie jest oparta na wibracji strachu. Jest listą praktycznych wskazówek na drodze do przejścia w zupełnie nowy wymiar życia i idących za tym możliwości dalszego rozwoju, dotarcie do przyczyn i podstaw zachodzących procesów, co uwalnia od strachu i możliwości czyjejś manipulacji własnym umysłem.

Wskazówki te przychodzą z właściwym tej drodze czasem, traktują o kolejnych jej etapach.
Jednak radą prymarną jest to by świadomie uruchamiać w sobie przepływy energetyczne, tworząc tym podstawy do zmianę tzw. gęstości ciała energetycznego. Dzieje się to na drodze odpowiednich metod, których elementy rozrzucone są po wszystkich właściwie szkołach rozwoju duchowego. Świat przygotowuje się do zmian, od początku XX wieku obserwujemy wyraźne przyspieszenie, które zapoczątkowane zostało dzięki schodzącym inkarnacjom, których celem jest przygotowanie do nadchodzącej transformacji.
Tworzone są metody i urządzenia, które w zamyśle służyć mają podniesieniu wibracji planety i jej mieszkańców.
Uzyskanie wiedzy o energetycznych podstawach istnienia, daje możliwość odpowiedniego przygotowania się do nowej sytuacji.
Większa część ludzkości pozostanie w miejscu, w którym jest, w czasach Wielkiej Odbudowy, w obecnym wymiarze doświadczeń, i jest to z punktu widzenia potrzeb jednostki i jej rozwoju właściwe, bo każdy ma swoją drogę.
Brama do nowego świata jest w zasięgu ręki i w pewnej chwili zostanie otwarta.
Spontaniczność zmian w większości ludzi spowoduje niespotykane reakcje lękowe, ponieważ zaczną widzieć i słyszeć, rzeczy dla których nie ma miejsca w ich świadomości.

Jeśli czujesz intuicyjnie, w snach lub przebłyskach nadchodzące zmiany, nie traktuj tego jako przywidzenie czy chorobę, ale z rozsądkiem przyjrzyj się takiej możliwości, i sposobach danych do spokojnego przejścia w zupełnie nowy wymiar doświadczeń.
Końca świata nie będzie, nikomu w kosmosie się to nie opłaca, zacznie się kolejny etap w duchowej ewolucji życia.

merhlin

ps

A ja wrócę do Domu:)

 


12:27, waha123
Link Dodaj komentarz »
"Wizja końca świata"
Mistrzowie STRACHU nie spoczną, będą wymyślać sztuczki, może się ktoś załapie. Czym więcej, tym lepiej...http://www.projekt-cheops.com./ MY LUDZIE NIE MUSIMY SZUKAĆ ŻADNYCH PLANÓW "POD PAZNOKCIEM SFINKSA". MUSIMY ZACZAĆ....WIDZIEĆ....TO NASZA PRZYSZŁOŚĆ...INACZEJ BĘDZIEMY DALEJ....POKARMEM...
12:15, waha123
Link Komentarze (1) »